Superboy z przerażeniem wlatuje do Titans Tower. Conner informuje Tytanów że przybyła Wonder Woman, która jest zła na Cassie, że ta mimo jej sprzeciwu wstąpiła do Teen Titans. Starfire natychmiast postanowiła interweniować i zaatakowała Dianę, broniąc Wonder Girl. Reszta Tytanów chciała rozdzielić dwie walczące kobiety, jednak przeszkodziła im w tym Justice League, która niespodziewanie się pojawiła. Supermna, Batman, Flash i Green Lantern nie zostali jednakże mili przywitani przez ich młodszych towarzyszy. Kid Flash w ogóle ich zignorował i zaczął biec za walcząca Dianą i Kory. W jego ślad ruszył i Wally, który był zszokowany nowym wizerunkiem Barta. W powietrzu zaś, Superboy czynił wyrzuty Człowiekowi Ze Stali, mówiąc, że JLA obiecało, że będą się trzymać z dala od Titans Tower, dając przy tym Tytanom trochę swobody. Conner był tak zły, że niespodziewanie z jego oczu wyleciał promień laserowy, który trafił Clarka w plecy. Batman widząc to, kazał Green Lanternowi zająć się "klonem". To tylko rozsierdziło pozostałych Tytanów. Robin rzucił się na Batmana, zaś Cyborg i Beast Boy zaczęli toczyć bój z Johnem.
Tymczasem Wonder Woman silnym ciosem pozbyła się Starfire. Jednak jej miejsce zajęła Wonder Girl. Cassie poraziła Dianę elektrycznymi wyładowaniami z jej lassa. Nie wiadomo jakby potoczyły się te potyczki, gdyby nie nagłe pojawienie się Nightwinga. Grayson stanowczo zażądał, by zapanował spokój. Wkrótce nadlecieli Superman i Superboy, trzymając obu Flashów.
Następnie akcja przeniosła się do środka Titans Tower, gdzie Nightwing mediował między obiema stronami. Rozmowa było dosyć ciężka, schodziło nawet na temat śmierci Donny Troy. W końcu jednak JLA uznała, że nie będzie ingerować w działania Teen Titans. Superman wytłumaczył, że Liga pojawiła się u Tytanów, tylko dla tego, że sprawa członkostwa Cassie w drużynie nie była dla Diany wyjaśniona. Teraz jest już inaczej, w związku z czym Cyborg pokazał Lidze wyjście. Później, na dachu wieży, Robin żegnał się z Superboyem. Tim wyznał Connerowi, że przeprowadził badania nad jego DNA. Prawdą jest, że 50% owego DNA należy do Lexa Luthora... Przez chwilę młody Kent miał żal do swego przyjaciela o to, że ten mimo próśb nie zawahał się przeprowadzić owych badań. Drake uspokoił jednak Superboya, że nie czeka go nic złego i że nie stanie się największym w świece złoczyńcą, bo Tytani zawsze będą przy nim.
Cud, miód i orzeszki. Przepraszam za tak kolokwialne powiedzonko, ale właśnie takie określenie najlepiej opisuje ten numer. Johns przechodzi momentami samego siebie i nie boję się porównać jego Tytanów do drużyny jaką stworzyli Perez i Wolfman, a myślę że jest to największe wyróżnienie. Ale powoli.
Jaka jest idea Teen Titans? Jaki jest cel ich istnienia? Zastąpić kiedyś Batmana, Supermana, Wonder Woman i całe Justice League Of America. Tak można pomyśleć i nie można w zasadzie owej myśli podważyć. Jednakże ja (a także wielu innych czytelników) widzę w tej grupie jeszcze coś istotnego. Kiedy ktoś jest inny, zwłaszcza gdy ma naście lat, stara się znaleźć przede wszystkim inne osoby będące podobne do niego, czyli odmienne od całej reszty. Jonathan Davis, wokalista zespołu Korn, powiedział kiedyś, że "wszyscy śmieją się z niego bo jest inny, tymczasem on śmieje się z nich bo są wszyscy tacy sami". I myślę że to doskonale oddaje sens istnienia Teen Titans. Młodzi bohaterowie chcą ze sobą przebywać nie po to, by szkolić się ciągle walczyć, lecz by znaleźć przyjaciół z którymi będą mogli porozmawiać zupełnie szczerze. Ale to jeszcze nie koniec. Tytani powstali też, by móc w jakiś sposób odgrodzić się od swoich mentorów, będących największymi bohaterami na świecie. W grupie, nie czują już bacznego i uważnego spojrzenia Batmana, czy Supermana, którzy kontrolują ich każdy ruch i wytykają każdy błąd. I taki miał też być sens powstania najnowszej grupy. Zarówno Człowiek Ze Stali jak i Mroczny Rycerz obiecali Superboyowi i Robinowi że nie będą ingerować w działalność Teen Titans. Numer 6 jednakże wydaję się temu zaprzeczać.
Teraz postaram się ocenić i zanalizować wszystkie istotne momenty w tym komiksie.
Powód pojawienia się Ligii na wyspie wydaje się być jak najbardziej zrozumiały. Wonder Woman jako mentorka i protektorka Wonder Girl, ma prawo decydować o tym, do jakiej grupy Cassie może należeć lub nie. W związku z tym Starfire nie powinna się dziwić zdenerwowaniu Amazonki. A że zareagowała agresją i nadpobudliwością? A czyż nie za ten temperament kochamy Kory? Plus dla Johnsa.
Dalej, istotny moment, być może jeden z najważniejszych, to jakże szczerza rozmowa Barta z Wallym. Aż dziwne że ta dwójka nie mogła znaleźć bardziej odpowiedniego momentu na tego tupu dialog. Bart daje upust swoim emocją, z których wynika że młody Allen czuje się bardzo pokrzywdzony przez Wallyego, gdyż West nie wierzy że Bart kiedykolwiek może podołać legendzie Flasha. Szczerze mówiąc można mieć nawet żal do byłego Kid Flasha, że zachowuje się w taki sposób w stosunku od obecnego. Mamy bowiem do czynienia z młodym chłopakiem, który stara się zrobić wszystko, by tylko zadowolić swój wzór, do którego chce się tak upodobnić. Można się tylko spodziewać jak bardzo Bart musiał przeżywać każde odtrącenie i cierpkie uwagi Westa. Watek emocjonalny jak nic! Troszkę ukryty, jakby w tle tej historii, jednakże bardzo dobry i poruszający plus dla Johnsa.
Relacje Superboy-Superman. No to w zasadzie nie ma co powiedzieć, bo Es Boy tylko spalił Clarkowi pelerynę, natomiast nie byliśmy świadkami żadnej poważniejszej rozmowy czy walki. Ani plus, ani minus.
Relacja Batman-Robin. Króciutkie, ale jakże wymowne. Bruce wypomina Timowi, że ten jest zbyt impulsywny, nie słucha rozkazów. Drake mówi że jest w takim razie taki jak Jason, na co Batman kategorycznie zaprzecza. Hmm. To że Wayne tak powiedział, to w zasadzie mało istotne. Ważne jest to co powiedział Tim, a widać że mimo wszystko Drake nadal ma świadomość że przed nim był ktoś o imieniu Jason Todd, który zginął z rąk Jokera i że w związku z tym Tim powinien być lepszy. Krótki dialog, ale pokazuje dużo z prawdziwych relacji między Batmanem a obecnym Robinem. Plus dla Johnsa.
Pojawienie się Nightwinga. Przyznam, że za to dam Johnsowi największy plus. Ale nie za to, że w tej historii pojawia się Dick Grayson, tylko za to, że Johns w pewien sposób wkroczył z Tytanami na nowy poziom. Zastanawiacie się pewnie co ja za bzdury plotę. Już mówię! Chodzi mi o to, że pojawienie się Graysona zakończyło wszystkie starcia i konflikty. On, jako "środkowe" pokolenie, które znajduje się między np. Brucem, a Timem, jest swego rodzaju mediatorem, który rozumie zarówno jedną, jak i drugą stronę. Myślę że taką rolę będą wypełniać teraz także inni Tytani ze Starej Gwardii, a więc Roy, Garth, czy Victor.
Sam plus należy się także za przedstawienie w jednym komiksie Teen Titans oraz Justice League. Niektórzy mogliby pomyśleć, że to przecież na pewno nie jest jakaś nowość, tymczasem ja mogę Was zapewnić, że naprawdę mało razy mogliśmy być świadkami tego typu występu. Tak naprawdę pamiętam zaledwie dwa takie przypadki: początkowe numer "The New Teen Titans v1" Wolfmana i Pereza oraz historię złożoną z trzech numerów, a więc "Technics Imperativ".
Reasumując, numer 6 "Teen Titans v3" jest komiksem bardzo dobrym, pokazującym nam zarówno śmietankę najlepszych super-bohaterów na świecie, dużo akcji, oraz wzajemnych rozterek i problemów. Więcej takich komiksów Panie Johns!